zrob-zadanie.pl - rozwiązywanie zadań przez Internet, pomoc - matematyka, fizyka, chemia

JUŻ WKRÓTCE NOWA WERSJA SERWISU ORAZ KONKURS!!!


rozwiązywanie zadań z matematyki, fizyki, chemii, statystyki i innych przedmiotów

szkoła średnia - Język polski


dodaj to zadanie do obserwowanych

    interpretacja

Zaoferuj swoją pomoc w rozwiązaniu tego zadania

szczegóły zadania
treść Andrzej Sapkowski Narrenturm (fragmenty) napisz interpretacje To fragmenty rozdziału piętnastego powieści, której akcja toczy się w pierwszej połowie XV wieku na ziemiach Śląska. Główny jej bohater, niejaki Reinmar z Bielawy, zwany Reynevanem, wraz z parą towarzyszy - Szarlejem i Samsonem Miodkiem, trafiają do warsztatu artystów-plastyków w Świdnicy. [od autora zadania] Jak każde większe miasto na Śląsku, Świdnica karą grzywny groziła każdemu, kto poważyłby się wyrzucać na ulicę śmieci bądź nieczystości. Nie wyglądało jednak na to, by zakaz ten egzekwowano przesadnie surowo, wręcz przeciwnie, widać było, że nikt nic sobie z tego zakazu nie robi. Krótka, acz obfita poranna ulewa podmoczyła uliczki grodu, a kopyta koni i wołów szybko zmieniły je w gówniano-błotnisto-słomianą topiel. Z topieli, niczym zaklęte wyspy z oceanu, wyrastały stosy odpadków, bogato udekorowane przeróżnymi, niekiedy bardzo widowiskowymi egzemplarzami padliny. Po co gęstszym gnoju człapały gęsi, po co rzadszym pływały kaczki. Ludzie z trudem poruszali się po trotuarach z desek i dranic, co rusz z nich spadając. Choć wilkierze magistratu groziły grzywną również za puszczenie samopas inwentarza, ulicami w obu kierunkach biegały kwiczące wieprze. Wieprze sprawiały wrażenie oszalałych, kłusowały na oślep na wzór swych biblijnych praszczurów z Gadary, potrącając pieszych i płosząc konie. (...) Koniec podwórza otoczony był podkową krużganka, obok wiodących nań stromych schodów stała drewniana podobizna, nosząca nikłe i pochodząca sprzed wieków ślady farby i pozłotki. - Jakiś święty? - Łukasz Ewangelista - objaśnił Szarlej, występując na skrzypiące schody. - Patron artystów malarzy. - A po co myśmy tu przyszli, do owych artystów malarzy? - Po różny ekwipunek. - Strata czasu - orzekł niecierpliwy i tęskniący do swej lubej Reynevan. - Tracimy czas! Jaki ekwipunek? Nie rozumiem... - Dla ciebie - przerwał Szalej - znajdziemy nowe onuce. Wierz mi, są ci pilnie potrzebne. A i my odetchniemy, gdy pozbędziesz się starych. (...) Wewnątrz mocno pachniało farbą, lnianym olejem i żywicą, wrzała wytężona praca. Kilku młodzików w zatłuszczonych i uczernionych fartuchach uwijało się obok dwóch dziwacznych maszyn. Maszyny zaopatrzone były w kołowroty i przypominały prasy. I faktycznie były to prasy. Na oczach Reynevana spod przyciskanego drewnianą śrubą tłoczydła wyciągnięto kartę papieru, na której widniała Madonna z Dzieciątkiem. - Ciekawe. - Hę? - sinonosy pan Unger oderwał wzrok od Samsona Miodka. - Co powiadacie, młody panie? - Że to ciekawe. - To bardziej - Szarlej uniósł arkusz wyjęty spod drugiej maszyny. Na arkuszu widniało kilka równo ułożonych prostokątów. Były to karty do pikiety, asy, wyżniki i niżniki, nowoczesne, według wzoru francuskiego, w kolorach pique i tréfle. - Pełną talię - pochwalił się Unger - znaczy, trzydzieści sześć kart, robimy w cztery dni. - W Lipsku - odrzekł Szarlej - robią w dwa. - Ale seryjną tandetę! - uniósł się honorem sinonosy. - Z byle jakich drzeworytów, byle jak malowane, krzywo cięte. Nasze, spójrzcie jeno, jak wyraźne w rysunku, gdy się pokoloruje, arcydzieło będzie. Tedy w nasze grają na zamkach i dworach, ba w katedrach i kolegiatach, a w te lipskie ino łapserdaki rżną po szynkach i bordelach... - Dobrze, dobrze. Ile bierzecie za talię? - Półtorej kopy groszy, jeśli loco pracownia. Jeśli franco klient, dochodzi transport. - Prowadźcie do indergmaszku, panie Szymonie. Tam na mistrza Schottela zaczekam. W drugiej izbie, przez którą przechodzili, było ciszej i spokojniej. Przy sztalugach siedziało tu trzech artystów. Byli tak pochłonięci pracą, że nawet nie odwrócili głów. Na desce pierwszego artysty był tylko grunt i szkic, nie dało się więc odgadnąć, co malowidło będzie wyobrażać. Dzieło drugiego malarza było znacznie bardziej zaawansowane, widniała na nim Salome z głową Jana Chrzciciela na tacy. Salome miała na sobie odzienie powłóczyste i zupełnie przejrzyste, artysta zadbał o to, by widoczne były szczegóły. Samson Miodek parsknął z cicha, Reynevan westchnął. Spojrzał na trzecią deskę. I westchnął jeszcze głośniej. Obraz był zupełnie niemal gotowy i przedstawiał świętego Sebastiana. Sebastian z obrazu różnił się jednak dość zasadniczo od zwykłych wyobrażeń męczennika. Owszem, nadal stał u pala, nadal z natchnionym uśmiechem mimo licznych strzał wbitych w brzuch i tors efeba. I tu podobieństwa się kończyły. Ten Sebastian był bowiem całkowicie goły. Stał sobie z przyrodzeniem grubaśnym i zwisającym tak okazale, że widok ten każdego mężczyznę musiał przyprawić o zakłopotanie. - Specjalne zamówienie - wyjaśnił Szymon Unger. - Dla klasztoru cystersek w Trzebnicy. Pozwólcie, panowie, do indergmaszku.
termin 29 maj 2011
wymagane objaśnienia interpretacja proszę!!!!!!!!!
ofert 0
numer (id) 1974
kontakt
Kontakt widoczny dla Użytkowników oferujących swoją pomoc

wyświetleń: 1026

dodano: 29 maj 2011, 15:43






Nowoczesne przeglšdarki AntySpam.pl